14 marca 2015

Duma




Uczciwe zasady współdziałania i dobra atmosfera mogą być podstawą budowania dumy z tego, gdzie się pracuje i z kim się pracuje. Dzisiejsze młode pokolenie pracowników szuka mistrzów, od których może się uczyć postępowania. Sukces organizacji jest pochodną umiejętności kadry zarządzającej w prezentowaniu mistrzostwa i dzielenia się nim z innymi. Takie relacje sprzyjają właściwym wzorcom postępowania, oceny sytuacji i podejmowania działania. Poczucie bycia częścią dobrego i zgranego zespołu daje olbrzymią satysfakcję z tego co się robi. Spełnione osoby emanują entuzjazmem i dobrą samooceną, dzięki czemu rośnie ich zaangażowanie i radość z wykonywanego zajęcia. Dumni z siebie pracownicy stają się nośnikiem dobrej informacji o własnej organizacji i wzorem do naśladowania.
Nie zawsze jednak tak bywa, bo duma i poczucie wartości jest indywidualnym produktem naszego sposobu myślenia. Nawet najlepsza atmosfera nie będzie gwarantem tego, jaka jest osobista ocena rezultatów tego co robimy. Sztuka budowania dumy to proces indywidualnej pracy z samym sobą, konfrontowania się z oceną innych i budowania swoich przekonań o sobie. Źródłem pierwszych przekonań o swojej wartości jest rodzina, w której dojrzewa się i słyszy pierwsze dowody akceptacji, lub słyszy niedocenienie. Sporo dorosłych osób dobrze wykonujących swoje obowiązki nie do końca wierzy w swoją przydatność, bo w uszach dźwięczą im słowa słyszane w dzieciństwie od rodziców, lub nauczycieli: „nie dajesz sobie rady”, „musisz się lepiej postarać”, „popatrz, inni robią to lepiej”. Pomimo komplementów słyszanych teraz od przełożonych, czują się sfrustrowani. Chcą udowodnić światu, że są naprawdę dobrzy, ale kolejne sukcesy nie poprawiają ich samooceny. Dlaczego?
Bo to my dokonujemy wyboru, jak chcemy myśleć o sobie. Nasza wielkość, lub słabość rodzi się w naszym umyśle. Pomimo różnych opinii o nas samych warto pamiętać o tym, że to nie inni mają być świadectwem tego jacy jesteśmy. Tylko my sami możemy sprawić, żeby się ze sobą dobrze poczuć.
Jak pisał Kenneth Blanchard i Norman Vincent Peale w swojej pracy pt. „Etyka biznesu”:
„Każdego dnia masz do wyboru dwie możliwości (…). Możesz zdecydować, że dobrze się czujesz z samym sobą albo możesz wybrać samopoczucie przegranego. Dlaczego wybrać to drugie? Jedno z mich ulubionych powiedzeń przypisywane Eleonorze Roosevelt brzmi:
Nikt nie może wpędzić cię w poczucie niższości bez twojej zgody”.
Poczucie własnej wartości jest konieczne do tego, by dobrze się ze sobą poczuć. Ważne, by być dumnym ze swoich osiągnięć. Problemem jest zbyt mało lub zbyt dużo dumy. Problemem jest niedocenianie siebie, ale także przecenianie siebie i postrzeganie się jako osoby „najważniejszej”. Ważne, by duma nie przerodziła się w pychę.
Sporo stereotypowych wzorców myślenia o organizacji kultywuje narzekanie i krytykowanie pracodawcy lub przełożonego uznając to jako standard. Warto jednak zauważyć, że zdecydowaną większość dnia poświęcamy na pracę, a w wypadku osób pełniących stanowiska  kierownicze czas pracy wydłuża się jeszcze bardziej niż standardowe 8 godzin. Dobre samopoczucie w miejscu pracy, zadowolenie z siebie i z tego co się robi jest współczesną potrzebą cywilizacyjną, którą Abraham Maslow nazwał „akceptacją”.
Poczucie własnej wartości
Dr Nathaniel Branden, który zawodowo zajmuje się propagowaniem poczucia wartości, twierdzi, że: „ekonomiczne zapotrzebowanie na dużą liczbę ludzi o wysokiej samoocenie nie ma w historii precedensu i stanowi punkt zwrotny w rozwoju ludzkości.” (6 filarów poczucia własnej wartości, s. 237). N. Branden na podstawie swoich badań ustalił, że wysoka samoocena stała się pilną potrzebą wszystkich, którzy uczestniczą w procesie produkcji, czy dostarczania usługi. Co więcej, ta potrzeba dotyczy pracowników bez względu na zajmowane stanowisko. Poczucie własnej wartości wynika z olbrzymiego tempa zmian, które obejmują takie elementy jak:
·         cięgle wzrastająca eksplozja wiedzy, technologii i gwałtowne zapotrzebowanie na pracowników dobrze wykształconych, z umiejętnościami werbalnymi, matematycznymi i społecznymi
·         przejście od gospodarki produkcyjnej do informacyjnej, co wiąże się ze spadkiem zapotrzebowania na pracowników fizycznych
·         bardzo duża konkurencyjność, która wymaga od przedsiębiorców pomysłowości i wiary w siebie
·         rosnące zapotrzebowanie na pracowników umiejących sobą samokierować, świadomych i odpowiedzialnych, którzy są zaangażowani i innowacyjni
·         rola umysłu jako centralnego i dominującego czynnika aktywności ekonomicznej
Powyższe zmiany widoczne są na każdym szczeblu organizacji. Coraz bardziej widoczne jest zacieranie się sztywnego podziału na „kierowników” i „personel”.
Zespół, składający się z ludzi świadomych, mających poczucie własnej wartości i przydatności, lepiej radzi sobie z wyzwaniami. Warto wspierać na co dzień komplementami swoje otoczenie i doceniać siebie za postęp, który codziennie dokonujemy w drobnych sprawach.  


11 marca 2015

Postrzeganie jakości



Sporo obecnie mówi się o jakości. Czym jest jakość i jak ją postrzegać? Jak o nią dbać? Dzisiaj trochę na ten temat.
Czym jest jakość?
Dla Edwarda Deminga, inżyniera i klasyka nauk o zarządzaniu, jakość to „pewien sposób myślenia, który powoduje, że bez przerwy stosuje się i poszukuje najlepszych rozwiązań”.
Każdy z nas zwraca uwagę na inne cechy, które są ważne przy zakupie towaru lub usługi. To my decydujemy, co jest dla nas ważne. Obecny Świat daje nam nieograniczone możliwości korzystania z rzeczy, a pomysłowość przedsiębiorców rozpala nasze potrzeby i zachęca do poszukiwania innych kryteriów doskonałości. Jakość to potoczne myślenie w kategoriach: „chciałbym mieć to, czego potrzebuję.” Zagadnienia dotyczące utrzymania jakości są sztuką połączenia dwóch światów – przedsiębiorcy tworzącego swoje produkty i usługi oraz odbiorcy. Sztuka tkwi w tym, żeby to, co przedsiębiorca mówi o produkcie klientowi, było zgodne z obrazem, jaki klient rejestruje w swoim indywidualnym postrzeganiu tego, co dostaje.
Jakość a wartość
Według Platona „jakość to pewien stopień doskonałości”. Jakość interesowała już greckich filozofów, a dzisiaj jakość stała się kluczowym słowem określającym wszystko, co cenne i pożądane.
To pewnie dlatego, że potocznie jakość utożsamiania jest z wartością. Tymczasem te pojęcia nie powinny być traktowane zamiennie. O wysokiej jakości towaru lub usługi mówimy wtedy, gdy klient z niej korzystający nie czuje się rozczarowany. Mówiąc inaczej, produkt lub usługa ma wysoką jakość wtedy, gdy jest zgodność oferowanego towaru lub usługi a faktycznymi właściwościami użytkowymi rzeczy w oczach klienta. Tak więc pobyt w hotelu pięciogwiazdkowym może być produktem niskiej jakości, jeżeli jakaś część usługi jest źle wykonana, a gościna w prywatnej kwaterze może być produktem wysokiej jakości, gdy dostaliśmy dokładnie to, co nam oferowano i w sposób taki jaki nam odpowiada. Oceniając jakość, to ile płacimy nie ma znaczenia, gdyż odnosimy się do tego, czy to co nam sprzedano daje nam subiektywne poczucie zadowolenia i czy nam odpowiada.
W poszukiwaniu jakości
Podstawowym wyzwaniem, jakiemu starają się zaradzić przedsiębiorcy, jest takie przedstawienie oferty klientowi, by ten był zadowolony z tego, co mu zaoferowano.
Metody utrzymania jakości bazują na dwóch szkołach zarządzania i łącza dwa style prowadzenia biznesu – wschodni i zachodni.
Zachód i wschód dla jakości
Tzw. "zachodni" sposób zarządzania uwzględnia dwie funkcje:
·         utrzymanie status quo - zachowanie obecnego stanu procedur, standardów, zasad postępowania, technologii.
·         innowacje - działania i inicjatywy kadry zarządzającej, mająca przełomowe znaczenie dla funkcjonowania organizacji, jej procesów, technologii i wyposażenia. Do innowacji należy zaliczyć także pozyskanie nowych rynków zbytu, nowych odbiorców, zmianę strategii przedsiębiorstwa.
Japoński sposób zarządzania jest bogatszy od "zachodniego" o dodatkową funkcję: KAIZEN
Słowo KAIZEN, to ciągłe doskonalenie, poprawianie pracy i jej efektów, oraz zmiany sposobu zarządzania na efektywniejsze. W Polsce zasady KAIZEN wprowadzano do kultur organizacyjnych przedsiębiorstw z początkiem w lat 90-tych XX wieku. Ich wprowadzanie w wielu organizacjach sprowadzało się jednak często do powierzchownych zmian, w celu otrzymania certyfikatów potwierdzających dbanie o jakość. Całe piękno tej japońskiej filozofii tkwi jednak w jej zasadach postępowania, które ułatwiają głębokie zmiany mentalne w organizacjach. W Japonii filozofia KAIZEN praktykowana jest m. in. w takich firmach jak Toyota, Honda czy Sony.
10 zasad KAIZEN
Niezwykle fascynujące są zasady Kaizen, które pomagają w lepszej adaptacji tej filozofii w organizacji.

1.      Problemy stwarzają możliwości.
W naszym systemie myślenia słowo problem kojarzy się zwykle z czymś, co jest naszym ograniczeniem, które usprawiedliwia nasz opór przed działaniem. Jeśli potraktujemy problem jako wyzwanie do pokonania, wtedy możemy z łatwością poszukać rozwiązań. W myśl tej zasady, problemy są rodzajem błogosławieństwa, który dostajemy, by pokonywać wyzwania stojące na naszej drodze.
Klasyczne „no to mamy problem”, można szybko zamienić na „ mamy wyzwanie” i, kwitując to zapałem, potraktować z uśmiechem.
2.      Pytaj 5 razy „Dlaczego?” (Metoda „5 why”)
Ta zasada to zachęta do bycia dociekliwym. Zadawanie sobie ciągłych pytań „dlaczego?” pomaga w znalezieniu przyczyny tego, co zidentyfikowaliśmy w naszej organizacji. Warto dociekać i szukać powodów, dla których klienci są zadowoleni, lub nie zadowoleni, z tego co robimy.
3.      Bierz pomysły od wszystkich.
Bądź uważny, słuchaj i bądź otwarty na to, o czym ludzie mówią. Pomysły na robienie biznesu mogą się pojawić na każdym kroku. Sporo ludzi kończy swoją aktywność na etapie pomysłu, więc warto wnikliwie słuchać tego, co ludzie mówią. Najwięcej podpowiedzi mogą dać nam sami klienci i najbliżsi współpracownicy. Warto też podglądać konkurencję. Czasem dobry pomysł może być dla nas inspiracją do tego, co możemy sami lepiej zrobić. W japońskich firmach pomysły są archiwizowane i przechowywane. Czekają na wdrożenie w odpowiednim momencie, kiedy organizacja i rynek będzie na to gotowy.
4.      Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.
Nie komplikuj sobie życia, nie utrudniaj sobie pracy. Staraj się wykonywać zadania w możliwie najprostszy i najłatwiejszy sposób. Warto też szukać rozwiązań łatwych i zrozumiałych dla użytkownika.
5.      Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
Stereotypy, ustalony porządek i rutyna jest przeszkodą w rozwoju. Sporym błędem jest przekonanie, że „teraz w naszej firmie jest już tak dobre, że nic nie trzeba poprawiać”. Takie myślenie jest niebezpieczne, bo zatrzymuje firmę w postępie, co szybko wyczuwalne jest przez rynek.


6.      Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.
Nie usprawiedliwiaj się i nie odkładaj działania tylko dlatego, że wymaga ono trochę wysiłku. Poprzez twórczy proces usprawniania możemy poprawić nasze otoczenie pracy, usprawnić działanie przedsiębiorstwa i lepiej zadbać o potrzeby klienta. Taka postawa sprowadza się do poszukiwania rozwiązań i aktywności.
7.      Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
Sporo pomysłów nie doczekało się realizacji, ponieważ ich twórcy chcieli zrobić coś perfekcyjnie. Zastanawiam się, ile powstało by filmów, książek, blogów, przedsiębiorstw, gdyby ludzie odrzucili postawę, że „pokażę coś światu wyłącznie wtedy, kiedy to będzie absolutnie idealne”. W prostocie tkwi piękno, a każdą rzecz można zmodyfikować po wdrożeniu. Czekanie na ideał nic nie da poza stratą czasu.
8.      Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
Bycie sprytnym w naszej kulturze kojarzone jest z cwaniactwem. Tymczasem spryt to cenna cecha, która uaktywnia nasze pokłady twórczej możliwości, które tkwią w myśleniu. Spryt to szukanie ułatwień i wykorzystywanie szans poprzez wysiłek intelektualny. Nie każdy sposób działania wymaga pieniędzy. Stawianie sobie bariery, że coś zrobię dopiero wtedy, kiedy będę miał pieniądze, jest usprawiedliwianiem swojej niemocy i szukaniem wymówek.
9.      Pomyłki koryguj na bieżąco.
Dla każdego systemu działania ważne jest, żeby szybko wychwycić błędy i je korygować. Sporo stereotypowych wzorców umysłowych zakłada, że lepiej sprawy „zamiatać pod dywan”, niż się nimi zająć. Szybkie naprawianie błędów zapobiega ich większym konsekwencjom w przyszłości.
10.  Ulepszania nie ma końca.
Filozofia Kaizen głosi, że nigdy nie można zakończyć procesu ulepszania. To jest proces, który trwa w nieskończoność. Zawsze wszystko można poprawiać, bo ciągły rozwój jest naturalnym rytmem wszechświata.

Praktyka Kaizen może być stosowana zarówno w biznesie, jak i wżyciu osobistym. Przyjąłem ten sposób myślenia jako własny i dzisiaj pomaga mi on bardzo skutecznie rozwiązywać wyzwania, które napotykam na swojej drodze.









07 marca 2015

Cywilizacja rywalizacji


W maju 2009 roku przeprowadziliśmy się całą rodziną w nowe miejsce na południu Krakowa.
Podczas przeprowadzki planowaliśmy nowe zagospodarowanie pomieszczeń. W pewnym momencie instalowaliśmy telewizor. Gdy podłączałem kabel do gniazda usłyszałem tępy huk. Telewizor się zepsuł. Powiedziałem żonie, że to może znak, żeby w naszym nowym miejscu nie było telewizji. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że tak tek też się stanie.
Już przed przeprowadzką doszliśmy do wniosku, że coraz rzadziej korzystamy z TV. Awaria odbiornika przyspieszyła naszą decyzję o życiu bez telewizji. Z każdym miesiącem odkrywałem, że takie życie staje się coraz lepszą przygodą. Dzięki przejściu na „dietę nisko informacyjną” zyskałem coraz więcej wolnego czasu, który mogłem poświęcić na rozmowy rodzinne, czytanie książek, rozwój osobisty, aktywność fizyczną. Na początku brakowało mi dwóch rzeczy- dostępu do informacji o wydarzeniach sportowych i polityki. Świat bez Adama Małysza (wtedy on był mistrzem) i Ligi Mistrzów w piłce nożnej wydawał mi się trochę trudny do zaakceptowania. Podobnie było z wydarzeniami politycznymi. Po kilkunastu miesiącach dokonałem odkrycia i uświadomiłem sobie, czego tak naprawdę mi brakowało.
Zarówno politycy, bohaterowie programów telewizyjnych, jak i sportowcy swoimi występami dostarczają specyficznych emocji. Postanowiłem porozmawiać o swoim odkryciu z jednym ze znajomych, który systematycznie śledził wydarzenia sportowe.
- Dlaczego oglądasz zawody sportowe w TV? – zapytałem
- Interesuję się sportem – padła odpowiedź
- No dobrze, to teraz wyobraźmy sobie, że oglądałbyś mecz piłkarski w Lidze Mistrzów, ale trybuny byłyby puste.
- To nie byłby mecz
- Byłby. Było by trzech sędziów, piłka, 22 zawodników, dwie bramki, świetnie przygotowane boisko, tyle, że nie byłoby publiczności
- Przy pustych trybunach to nie to samo
- Przecież lubisz sport. Byłby normalny mecz. Wspaniali zawodnicy. Po meczu byłby wynik. Nie oglądałbyś meczu w Lidze Mistrzów?
- Nie to nie samo, bez publiczności bym nie oglądał – zabrzmiał stanowczo
- Ale popatrz, skoro są zawody na normalnych zasadach, pełnowymiarowe boisko, po ci pełne trybuny?
Zapadła chwila milczenia, z czasem przechodząca w konsternację.
- To zastanów się teraz, czego by Ci brakowało w czasie takiej transmisji telewizyjnej?- kontynuowałem
- Publiczności, kibiców,…. tego wszystkiego
- Chwileczkę, przecież powiedziałeś, że interesujesz się sportem. A teraz mówisz o kibicach. Przecież kibice nie uprawiają sportu, tylko tak jak ty oglądają mecz. Czy na pewno oglądasz mecz, bo lubisz sport?
- Tak lubię oglądać sport, ale takiego meczu bym nie oglądał
- A może chodzi Ci o przeżywanie z nimi emocji sukcesu, albo porażki, która towarzyszy walce sportowej?
- Tak, chyba to jest ważne w tym wszystkim- padła odpowiedź po namyśle
Takich rozmów odbyłem sporo i wniosek zawsze był podobny. To nie sport jest głównym powodem oglądania wydarzeń sportowych. To emocje doświadczania porażki, lub zwycięstwa są tym, co przyciąga ludzi przed telewizor. Podobnie wygląda udział polityków we współczesnych igrzyskach telewizyjnych. Olbrzymią oglądalność mają wieczory wyborcze, podczas których pojawiają się słupki pokazujące, które ugrupowanie wygrało wybory. W studiu zgromadzeni są politycy, którzy doświadczają sukcesu, albo porażki swojego ugrupowania. Cieszą się zwycięzcy, albo tłumaczą przegrani. Widzowie przed telewizorem chcą się dowiedzieć czy ich głos w wyborach przyczynił się do zwycięstwa, czy do porażki. Na podobnej zasadzie swoją popularność budują teleturnieje w zakresie wiedzy, lub umiejętności. Widzowie mają okazję doświadczać emocji uczestników konkursu. Tak naprawdę liczy się to, kto wygra i kto przegra.
Gdy bliżej przyjrzałem się zagadnieniu rywalizacji uświadomiłem sobie, że potrzeba rywalizacji jest produktem cywilizacyjnym czasów, w których żyjemy. Rywalizacja występuje w szkole, na uczelniach, w miejscach pracy, w systemach religijnych, w relacjach społecznych. Oceny, wartościowanie, porównywanie się wzajemne i dzielenie świata na lepszych i gorszych, stało się systemem miary wszystkiego. Mam świadomość, że dla wielu osób, życie bez rywalizacji wydaje się wręcz niemożliwe.
Tymczasem dzisiejszy biznes znacznie bardziej korzysta z umiejętności współpracy, niż z rywalizacji. Cenna jest kreatywność i dążenie do wyjątkowości, które gwarantuje odróżnianie się na rynku. Na sukces pracuje się dzięki umiejętności uzgadniania, współdziałania, komunikowania i wybierania rozwiązań obiektywnie najwłaściwszych dla funkcjonowania organizacji. Dobra współpraca wymaga uznania czyjejś wartości i czerpania z niej sukcesu dla całości organizacji. Skuteczna organizacja potrafi wykorzystywać mocne strony poszczególnych osób, nie przejmując się tym, że nie każdy jest równie dobry we wszystkim, ale za to każdy jest niepowtarzalny w swojej wielkości: w rzeczach, które robi dobrze.
Myślę sobie, że na co dzień nie trzeba być najlepszym. Wystarczy być dobrym w tym, co się lubi i robi z pasją. Peter F. Drucker pisał : "W każdej organizacji chodzi o to, aby ludzie zwykli dokonywali rzeczy niezwykłych." Takie spojrzenie na ludzi wyzwala w nich pokłady dążenia do wyjątkowości. W organizacjach siłę dostrzegam w poprawianiu swoich rezultatów na miarę własnych zdolności do pokonywania słabości. Organizacja, żeby odnieść sukces, nie musi być lepsza od innej – wystarczy, że będzie dokonywała postępu w poprawianiu się. Lepsze rezultaty działalności staną się konsekwencją samodoskonalenia, a nie celem samym w sobie.
Kiedy oglądałem telewizję, zapamiętałem sobie mądrość Adama Małysza, który z olbrzymia pokorą i szacunkiem podchodził do swoich sukcesów i przyjaciół ze skoczni. Gdy dziennikarze pytali go o spodziewane wyniki i cele sportowe odpowiadał: „Chcę oddać dwa równe skoki.” On nie walczył, nie pokonywał i nie rywalizował, chociaż dziennikarze ciągle postrzegali go w roli wojownika. Stał się zwykłym człowiekiem, który osiągnął rzeczy niezwykłe.


04 marca 2015

Nawyki poprawiające mój dobrostan – cz. III





Nawyk nr 5 - Ufam
    Wyrobienie w sobie ufania jako naturalnej postawy zajęło mi całe lata. Sporo razy w życiu zostałem oszukany, okłamany, lub okradziony. Takie doświadczenia pozostawiają w umyśle podświadomym sporo wzorców myślenia, które skłania nas do prewencyjnego okazywania nieufności nowym osobom, okolicznościom, sytuacjom. Kiedy zacząłem zgłębiać to, jak funkcjonuje nasz umysł, uświadomiłem sobie, że podświadomość przechowuje nasze automatyczne reakcje na sytuacje, które były naszymi ekstremalnymi doświadczeniami. W ten sposób powstaje wzorzec myślenia w określonych sytuacjach, który może przez całe życie blokować nas w otwarciu się na pozytywne relacje z innymi ludźmi. Nasze reakcje możemy jednak odwrócić poprzez stosowanie takich technik jak afirmacje, bądź tworzenie pozytywnych wyobrażeń, które łączymy z daną sytuacją, osobą, lub okolicznością, którą chcemy zmienić. Okazywanie zaufania wymagało u mnie odwrócenia wielu przykrych sytuacji z życia prywatnego i zawodowego, które mój podświadomy umysł zapamiętał jako wzorzec. Oto jeden przykład.

    Było lato, 1988 rok. Jechałem do Bułgarii na obóz wakacyjny. Po drodze, jadąc autokarem, zatrzymaliśmy się w Rumunii, gdzie sprzedałem wraz z kolegami część towaru, który wieźliśmy z Polski (buty, koszule i inne ubrania). To były takie czasy, kiedy turystykę można było łączyć z działalnością handlową. Za sprzedane pieniądze postanowiliśmy kupić dolary. W owym czasie takich transakcji najczęściej dokonywało się, zarówno w Polsce jak i za granicą, z osobami fizycznymi, które na handlu walutą zarabiały pieniądze. Okazało się jednak, że trafiliśmy na oszustów, którzy w sprytnie zaaranżowanym spektaklu zamiast dolarów w rulonie z pieniędzmi, schowali skrawki papieru. Byliśmy wściekli na siebie. To wydarzenie pozostało mi mocno w pamięci na długie lata. Chociaż bilans wyjazdu do Bułgarii był mocno dodatni, to pozostał brak ufności i lęk o to, że jeżeli dużo zarabiam, to „ktoś mnie okradnie”. Przez lata ten wzorzec tkwił we mnie, uciążliwie torpedując sytuacje i relacje z innymi ludźmi, które wymagały ufności, a nie braku zaufania. Pracowałem więc mentalnie nad tym, że jestem bezpieczny zarabiając pieniądze i mogę ufać ludziom, z którymi robię interesy. To pomogło wybudować nowe przekonanie w moim umyśle, że „moje pieniądze są zawsze bezpieczne”. Taki trening umysłowy pomagał pozbyć się lęków o to, że ktoś mnie oszuka, wykorzysta, okradnie, albo że „coś złego mi się stanie”. Podobnych sytuacji, które nadszarpnęły moje zaufanie do otaczającego świata było sporo. Dotyczyły one zarówno wywiązywania się z umów (ustnych, czy pisemnych), okazywania sobie wsparcia, czy pomocy w trudnych sytuacjach. Dzisiaj wiem, że moje postrzeganie negatywnego postępowania innych osób wobec nas ma zupełnie inny wymiar. Te sytuacje potrzebne nam są po to, żebyśmy doświadczyli odkrycia prawdy i porzucenia iluzji, w której przez lata żyliśmy. 
"Czy wiesz jak Bóg uczy prawdy?
Odbiera ci iluzje.
To dlatego w twoim życiu zdarzają się rzeczy, które cię zdumiewają, doprowadzają do rozpaczy, wściekłości, żalu.
To jest jedyny sposób, żeby wytrząsnąć cię z iluzji
i doprowadzić do prawdy".- Beata Pawlikowska
Prawda, jaką odkryłem o zaufaniu, jest taka:
1.      To co się dzieje w naszym życiu jest pochodną naszego myślenia.
2.      Jeśli nie ufamy innym, to Wszechświat pokazuje nam, że faktycznie nikomu nie możemy ufać, a okoliczności potwierdzają tezę, która jest w naszym umyśle aktywna: „nie możesz ufać nikomu”.
3.      Okoliczności jedynie potwierdzają nam obraz tego, co nasz umysł uznał za prawdę.
4.      Jeśli chcesz zmienić okoliczności, to najpierw zmień myślenie, które prowadzi cię do przykrych okoliczności.
5.      Obdarzając innych zaufaniem, sam zostaniesz nim obdarowany. Prawdopodobnie nastąpi to w najmniej oczekiwanym momencie.
    Gdy zmieniłem mój sposób myślenia dotyczący zaufania, doświadczyłem w życiu tego, że odeszli ode mnie ci, którzy wywoływali u mnie nieufność (pracownicy, znajomi, część przyjaciół), a pojawili się ci, którzy potwierdzają sens ufności. Praca stała się miejscem, w którym przeważa otwarta twórcza atmosfera, budowana na płaszczyźnie wzajemnej ufności.
Teraz jestem przekonany, że zaufanie jest najlepszym budulcem każdej organizacji biznesowej i społecznej. Setki razy mnie okłamano, ale to nie powód, żeby każdemu napotkanemu w życiu człowiekowi z uprzedzeniem patrzyć na ręce. Generalnie wolę ufać niż się do kogoś uprzedzać. Problem ma ten, kto nadużywa mojego zaufania, bo to on będzie musiał żyć z tym co zrobił.
Oczywiście trzeba być uważnym, bo jeżeli kontrahent, czy pracownik przejawia złe intencje, to nie można tego tolerować. Problemem ludzi jest to, że jeżeli raz zostali dotkliwie oszukani, lub mieli złe doświadczenia, to stworzyli z tego wzorzec postępowania na resztę życia. W następnym kontrahencie, czy pracowniku widzą tego samego oszusta, czy złoczyńcę, którego negatywnie doświadczyli w swoim życiu. Mechanizm obronny mówi im: „nie ufaj nikomu”. To jednak błędne koło, które warto opuścić. Gdy zmieni się sposób myślenia, zmienią się okoliczności.
    Zaufanie w organizacji ma olbrzymi wpływ na klimat w jakim współpracują ze sobą ludzie. Stephen M. R. Covey zidentyfikował w swoich pracach pozytywne wzorce, jakie tworzą się w organizacji w wyniku wzrostu zaufania. Przejawiają się one w następujących zachowaniach i postawach pracowników względem siebie i przełożonych:
- otwarte mówienie sobie o wszystkich sprawach
- klimat pomysłowości i twórczości
- decyzje są jawne i przejrzyste i przewidywalne
- istnieje dobra komunikacja i współpraca
- ludzie chętnie dzielą się uznaniem i się komplementują
-błędy są traktowane jako sposób uczenia się
- ludzie są szczerzy i autentyczni
- wyczuwalna jest pozytywna energia
    Myślę, że warto współtworzyć taki świat wartości w każdej organizacji.
    W trakcie warsztatów, które prowadziłem w firmach, w oparciu o moją autorską metodę KOŁO JAKOŚCI BIZNESU® dowiedziałem się, że najtrudniej pracuje się w firmie, w której ludzie doświadczają braku zaufania od swoich przełożonych i kiedy w organizacji zaczyna dominować podejrzliwość i lęk.
Przestają wtedy być otwarci, nie dzielą się informacją, zostawiając ją „na zapas”. W takich warunkach panuje obwinienie się wzajemne, które prowadzi do zatarcia się odpowiedzialności i szukanie „kozłów ofiarnych”, których można obwinić za pojawiające się błędy.
    Jim Burke – były prezes i dyrektor generalny firmy Johnson&Johnson o wadze zaufania mówi tak:
„Nie osiągniesz sukcesu bez zaufania. Słowo „zaufanie” uosabia niemal wszystko, co ci potrzebne, aby odnieść sukces. Wskaż mi jakąkolwiek międzyludzką relację, która mogłaby funkcjonować bez zaufania- małżeństwo, przyjaźń, stosunki społeczne; na dłuższą metę to samo dotyczy biznesu, zwłaszcza takiego, który działa w sferze publicznej”.
    Zaufanie podnosi jakość naszych działań, ułatwia budować dobre produkty i sprzyja tworzeniu pozytywnej atmosfery. Warto o nią dbać w organizacji i pamiętać zdanie klasyka:
„Organizacje nie są budowane na sile, lecz na zaufaniu” – Peter Drucker
    W każdej z organizacji, w której pracowałem, przyjąłem jako kluczowe założenie: ufaj ludziom w pracy, nawet jeśli nie wzbudza to wzajemnego zaufania u osób, z którymi pracujesz. Zaufanie powinno być praktykowane poprzez działanie, bo ludzie i tak będą naśladowali to co robimy, a nie to co mówimy.
Co rozumiem przez praktykowanie zaufania.
1.      Wspólnie rozwiązujemy problemy
    Każdy nowy pomysł dotyczący rozwoju omawiam z możliwie jak największą grupą kompetentnych osób w firmie. Czasem o zdanie warto zapytać kierowników i dyrektorów, ale w niejednym przypadku dobrze jest dany pomysł skonsultować z kelnerką, recepcjonistą, lub sprzątającą. Obdarzając tych ludzi zaufaniem komunikujesz im: „Jesteś w tym dobry co robisz i mam do Ciebie zaufanie, więc ważne jest to co myślisz na ten temat”. Dzięki takiej postawie już na samym początku omawiania nowej koncepcji można wyeliminować pewne kierunki zmian pierwotnie założone i modyfikować koncepcję. Daje to olbrzymią korzyść, ponieważ sprawia, że nowy produkt i usługa zostanie lepiej zrozumiany przez ludzi, którzy go będą realizować. Menadżerowie czasem mają skłonność do pomijania w konsultacjach nowych koncepcji biznesowych swoich współpracowników i podwładnych. Takie działanie powoduje, że spada u podwładnych skłonność do angażowania się w fazie realizacji zadania. 
2.      Błędy nie są powodem utraty zaufania
    Mądre przysłowie mówi: „kto nic nie robi błędów nie czyni”. Każda organizacja popełnia błędy. Ale ważne jest to czy z tych błędów wyciąga się wnioski. Jeżeli błędy są twórczo wykorzystywane, można obrócić je w sukces. Błędy nie powinny być karane, chyba, że były przejawem bezmyślności i zaniedbań. 

3.      Dzielenie się sukcesami ze swoimi współpracownikami
    Skoro zaprasza się ludzi do stołu narad i wspólnie z nimi ustala cele biznesowe, to mało zręcznie jest spijać szampana sukcesu samotnie, zapominając o tych, którzy ten sukces współtworzyli. Docenienie współtwórczej aktywności w zespole pomaga w budowaniu zaufania w organizacji. 
4.      Mówienie wprost o co mi chodzi 
    Kluczowym spoiwem budującym zaufanie jest mówienie bez skomplikowania tego, co się chce powiedzieć, zarówno gdy kogoś się docenia, jak i wyraża dezaprobatę. Łatwiej jest współpracować w zespole, w którym nie ma tematów tabu i śmiało można otwarcie mówić na każdym etapie pracy o sprawach biznesowych.